Moje życie ze stwardnieniem rozsianym.

Zawsze byłam aktywna: w liceum grałam w siatkówkę i pływałam, na studiach zaczęłam chodzić na fitness i kurs tańca. Na ostatnim roku poznałam Michała, mojego obecnego męża, który zaraził mnie miłością do pieszych, górskich wędrówek. Sport i aktywność fizyczna były bardzo istotne w moim życiu, nie wyobrażałam sobie dnia bez porannego joggingu czy wieczornej sesji w sali fitness. Pracowałam jako specjalista od marketingu, więc nawet mój zawód wymagał ode mnie sporej dawki aktywności i energii w działaniu.

Tak niepozornie

Nie wiem, czy to mój dynamiczny styl życia czy po prostu powolny początek choroby sprawił, że nie zauważyłam niepokojących objawów, wysyłanych przez moje ciało. Na początku pojawiły się bóle i zawroty głowy, które zbagatelizowałam, zrucając to na karb zmęczenia i przepracowania. Wyjechałam na krótki urlop, więc uważałam sprawę za zakończoną. Po pewnym czasie zaczęło dokuczać mi uporczywe mrowienie kończyn.

W końcu stało się coś, co jednoznacznie uzmysłowiło mi, że pora wykonać specjalistyczne badania. Podczas ćwiczeń na siłowni, upuściłam ciężarek, trzymany w prawej ręce. Kończyna dosłownie odmówiła mi posłuszeństwa, jakby nie stanowiła części mojego ciała. Udałam się do ortopedy, z przeświadczeniem, że nadwyrężyłam dłoń, ale specjalista po wysłuchaniu mojej opowieści o zawrotach głowy i mrowieniu w kończynach odesłał mnie do neurologa.

A będzie jeszcze gorzej

Wizytę u neurologa wspominam jako najgorszy moment w moim życiu. Sympatyczny i kompetentny lekarz przeprowadził szereg testów i badań. Sprawdzał między innymi siłę moich mięśni, utrzymywanie równowagi, odruchy oraz pracę gałek ocznych, co wyjątkowo mnie zdziwiło, ponieważ nie miałam problemów ze wzrokiem, o czym mu powiedziałam.

- Na razie Pani wzrok funkcjonuje prawidłowo, ale nie można wykluczyć, że będzie gorzej.

Później usłyszałam diagnozę, brzmiącą jak wyrok: stwardnienie rozsiane.

- To niemożliwe – myślałam - Mam dopiero 28 lat i całe życie przed sobą, nie mogę być chora! Doskonale wiedziałam, czym jest SM, czytałam kiedyś o tej postępującej i nieuleczalnej chorobie, zamieniającej zdrowych, pełnych energii ludzi w przykutych do wózków i skazanych na opiekę innych niepełnosprawnych.

Niestety, specjalistyczne badania, w tym analiza płynu mózgowo-rdzeniowego oraz rezonans magnetyczny potwierdziły wstępną diagnozę lekarza: byłam chora na stwardnienie rozsiane. Proces chorobowy poczynił już dość znaczne zmiany w obrębie mojego układu nerwowego, co objawiało się zmęczeniem, bólami głowy oraz mrowieniem kończyn i zaburzeniami ich czucia.

Od apatii do mobilizacji

Diagnoza mnie załamała. Zamknęłam się w sobie, unikałam kontaktu z ludźmi, z narzeczonym, wróciłam do rodziców i całe dnie przesiadywałam w swoim pokoju. Wiedziałam, że nie czeka mnie już nic dobrego, a jedynym pewnikiem jest wózek inwalidzki, na który za kilka lat będę skazana. Na SM nie wynaleziono skutecznego leku, nie widziałam dla siebie szansy na powrót do dalszej sprawności, na powrót do życia, które tak kochałam.

Nie zostałam jednak z tym wszystkim sama. Moja rodzina, narzeczony i przyjaciele dołożyli wszelkich starań, aby wyciągnąć mnie z tego marazmu, zaszczepić we mnie energię do walki, którą ja zarażałam wszystkich przez lata.

Doskonale pamiętam ten dzień, kiedy Michał przyszedł do mnie z kwiatami, klęknął przy łóżku i poprosił mnie o rękę. Zapytałam go, czy wie, na co się decyduje, bo wiążąc się ze mną, wiąże się również z moją chorobą. Odparł, że to nie ma znaczenia i zapewnił, że przejdziemy przez to razem.

Gdy każdy dzień jest walką

Od usłyszenia diagnozy minęło 10 lat. Stosuję leczenie immunomodulujące, którego zadaniem jest opóźnienie procesu chorobowego, odpowiedzialnego za rozwój SM oraz wspomagające je leczenie objawowe. Przerwałam je tylko na okres ciąży i karmienia piersią. Od 5 lat jestem mamą cudownej Oliwki, lekarze orzekli, że ciąża nie tylko mi nie zaszkodziła, ale wręcz przeciwnie: opóźniła rozwój choroby.

Nadal jestem aktywna fizycznie, ale oczywiście nie w takim stopniu, jak dawniej. Regularnie pływam, chodzę na rehabilitację, stosuję w domu zalecone ćwiczenia. Zakupiliśmy już wózek inwalidzki, z jakiego pewnie za kilka lat będę musiała skorzystać, ale na razie cieszę się tym, co mam: szczęśliwą rodziną i każdym dniem, kiedy mogę poruszać się samodzielnie i czerpać z życia radość.

Jakie są pierwsze objawy?

W przypadku SM uszkodzenie komórek nerwowych występuje w różnych rejonach mózgu. Dlatego też u każdego pacjenta dotkniętego tą chorobą mogą występować bardzo zróżnicowane objawy.

Za artykułu dowiesz się jakie mogą być objawy stwardnienia rozsianego.

Czytaj dalej...

Lista artykułów: